środa, 27 czerwca 2012

Polskie roboty podbijają Wiedeń

Wiedeńskie zawody, rozgrywane w dniach 10-11 marca b.r., uznawane są za największe i najbardziej prestiżowe w Europie. W ich tegorocznej edycji wzięło udział około 500 uczestników z ponad 20 krajów, a rywalizowali oni w czternastu rozegranych konkurencjach. Klasyfikację medalową zdecydowanie wygrali młodzi konstruktorzy z Polski, deklasując pozostałe reprezentacje. Polacy zdobyli 5 złotych, 5 srebrnych i 3 brązowe medale, wyprzedzając m.in. twórców robotów z Niemiec, Szwecji, Szwajcarii czy Austrii. Szczegółowe wyniki zawodów dostępne są na stronie: www.robotchallenge.org/programm/ergebnisse/.


Złoty medal zdobyli m.in. Michał Gazda i Przemysław Elias, studenci V roku informatyki stosowanej w AGH, których robot o imieniu „Zwierzak” pokonał przeciwników w kategorii „Micro Sumo” (autonomiczne mikroroboty walczące na „macie”; zwycięża ten, który zepchnie z niej przeciwnika). W konkurencji „Line follower z przeszkodami” (robot wyścigowy śledzi tor narysowany czarną linią, omijając przeszkody) srebrny medal zdobył ubiegłoroczny zwycięzca – „Hurricane” autorstwa Marcina Okarmy i Mariusza Kaczmarka (V rok kierunku automatyka i robotyka). Robot z AGH zdobył również srebrny medal w kategorii „Freestyle” – sędziowie docenili układ zaprezentowany przez „Zebulona”, którego konstruktorami są studenci IV roku kierunku automatyka i robotyka: Julia Szymura, Paweł Bańka i Jacek Chmiel. Opiekunem naukowym KN „Integra” jest dr inż. Dariusz Marchewka z Katedry Automatyki Akademii Górniczo-Hutniczej.


Warto dodać, że Polacy wygrali klasyfikację medalową największych zawodów robotów mobilnych w Europie drugi rok z rzędu – podczas ubiegłorocznej edycji ich dorobek wynosił 6 złotych, 4 srebrne i 4 brązowe medale.


 

Technologie przyszłości już służą człowiekowi

Mowa o Oskarze Pistoriusie, biegaczu z RPA, który mając 11 miesięcy stracił obie nogi. Nauczył się poruszać na specjalnych protezach, które wyglądają jak wąskie deskorolki starego typu o krzywiźnie bumerangu. Oskar potrafi na nich nie tylko chodzić, ale także biegać i jego ogromnym marzeniem jest zdobycie upragnionego medalu na najważniejszych zawodach lekkoatletycznych na świecie.


Mało brakowało, żeby jego sen spełnił się już 4 lata temu podczas igrzysk w Pekinie. Trybunał Arbitrażowy przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim dopuścił południowoafrykańskiego biegacza do startu ramię w ramię z pełnosprawnymi biegaczami. Nigdy wcześniej w historii nie miało miejsca takie wydarzenie. Pistorius miał tylko jeden warunek - musiał spełnić minimum kwalifikacyjne, które dla jego dystansu 400 metrów wynosiło 45,55 sekundy. Biegaczowi zabrakło 0,7 sekundy i nie mógł wystąpić w biegu indywidualnym. Związek lekkoatletyczny z RPA nie zezwolił na start w sztafecie tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Obawiano się, że protezy mogą w tłumie biegaczy zahaczyć o czyjeś nogi czy ciało i doprowadzić do kontuzji. Niezrażony Pistorius zdobył złote medale na wszystkich dystansach sprinterskich na Paraolimpiadzie i marzył dalej.


Wymarzony start na obecnej olimpiadzie w Londynie jest już w jego zasięgu. Niecały rok temu przebiegł 400 metrów w czasie 45,07 sekundy spełniając olimpijskie kryterium. Może już spokojnie czekać na start w swoim biegu. Za jego sukces odpowiada amerykański specjalista od protez, Van Philips. Gdy stracił nogę w wieku 21 lat, poczuł na własnej skórze, jak trudne jest życie z dotychczas stosowanymi protezami. Kilka lat pracował nad wynalazkiem, który nazwał Flex-Foot. Innowacyjność jego pomysłu polega na tym, że sztuczne kończyny umożliwiają podskoki i bardziej efektywne stawianie kroków.


Jest to możliwe dzięki giętkiemu tworzywu z włókien węglowych, które magazynuje w sobie energię powstająca podczas ruchu. Jego działanie można porównać do nakręcanej sprężyny w mechanizmie zegarowym. Wystarczy jedno nakręcenie i cały układ działa przez pewien czas. Podczas ruchu na Flex-Foot można o wiele bardziej efektywnie poruszać się, bo protezy niejako pomagają w stawianiu kolejnych kroków. Obecnie Van Philips pracuje także nad projektem tanich sztucznych kończyn dla osób z krajów rozwijających się, które zostały okaleczone na polach minowych.


Innym usprawnieniem technologicznym, które doskonale służy człowiekowi są roboty zdolne pracować na salach operacyjnych. Dzięki współpracy NASA, Agencji Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych (DARPA) oraz Pentagonu powstały dwa super projekty robotów-chirurgów: Zeus i Da Vinci. Ten pierwszy zoperował pacjenta we Francji rękami chirurga znajdującego się wtedy w Nowym Jorku w 2001 roku. Zabieg się udał, zdalnie wycięto wtedy woreczek żółciowy. Od momentu tego przełomowego wydarzenia zestaw Zeus sprzedawano za niecały milion dolarów. W 2003 roku doszło do połączenia twórcy robota, firmy Computer Morion z Intuitive Surgical (tych od Da Vinci). Da Vinci był projektem bardziej zaawansowanym, zdolnym do bardziej skomplikowanych operacji. To spowodowało, że zawieszono prace nad Zeusem.


Mimo iż zestaw Da Vinci kosztuje średnio 1,3 miliona dolarów, a co kilka zabiegów trzeba wymieniać cały komplet narzędzi (za kolejne dziesiątki tysięcy dolarów), na świecie pracuje już ponad 2 tysiące takich cybernetycznych chirurgów. Według analityków ostatnio sprzedaje się jeden taki zestaw Da Vinci dziennie. Zabiegi przeprowadzane przy pomocy takich automatycznych specjalistów są o wiele mniej inwazyjne i niosą mniejsze ryzyko komplikacji. Pacjent szybciej wraca do pełnej sprawności, a to z kolei skraca czas pobytu w szpitalu. Jednym słowem – same zalety. Gdyby tylko nie ten astronomiczny koszt...


 

Mechaniczna ryba będzie wykrywać zanieczyszczenia

Jak donosi BBC, firma Shoal Consortium przeprowadza właśnie próby z mechaniczną rybą, której zadaniem jest wykrywanie szkodliwych zanieczyszczeń w hiszpańskich portach. Projekt finansowany z funduszy Unii Europejskiej, ma na celu zaprojektowanie autonomicznej maszyny pływającej, która mogłaby wykrywać zanieczyszczenia zatoki, a w niektórych przypadkach również wyśledzić ich źródło.


Ryba, tak można umownie nazwać tego robota, ma długość 150 cm i została wykonana z metalu oraz włókiem węglowych. Wygląda i porusza się niemal identycznie jak jej prawdziwy odpowiednik, co jakiś czas pobierając próbki wody.


Robot zostanie wyposażony w pewnego rodzaju sztuczną inteligencję, pozwalając działać mu samodzielnie, a jeśli zajdzie potrzeba, również współpracować z innymi tego typu maszynami.


Jeśli testy wypadną pozytywnie, w ciągu kilku najbliższych lat, system znajdzie zastosowanie komercyjne.


 

Robot Ostatniej Chwili pomoże zakończyć życie

"Jestem Robotem Ostatniej Chwili. Jestem tutaj, by pomóc Ci i przeprowadzić Cię przez Twoją ostatnią chwilę na Ziemi. Przykro mi, że Twoja rodzina i przyjaciele nie mogą być to z Tobą, ale nie martw się tym. Jestem tu, by Cię pocieszyć. Nie jesteś sam, jesteś ze mną. Twoja rodzina i przyjaciele bardzo Cię kochają, będą pamiętać o Tobie kiedy odejdziesz."

Po usłyszeniu tych słów człowiek na łóżku zamyka oczy, bierze głęboki oddech i wolno wypuszcza powietrze przez nos. Przez kilkanaście sekund nie dzieje się nic, po czym czujniki podłączone do sond na ciele pacjenta wykrywają zatrzymanie akcji serca. Po kilku minutach maszyna kończy swoją pracę zapisując czas zgonu podopiecznego.

Czy tak będzie wyglądać przyszłość? Najbliższa na pewno nie, na nasze szczęście. Chociaż Robot Ostatniej Chwili to nie bohater filmu science-fiction, bo został już zbudowany i uruchomiony, wcale nie jest używany do "opiekowania się" umierającymi. Stanowi część wystawy "Szpital Ostatniej Chwili" stworzonej w celu uświadomienia ludziom problemu zatracania więzi z bliskimi, w ramach pracy magisterskiej zatytułowanej "Plik -> Zapisz jako -> Intymność - Czym jest intymność bez człowieczeństwa?". Jej autorem jest Dan Kun-yi Chen.

Robot Ostatniej Chwili nie jest jedyną maszyną powstałą na potrzeby eksperymentu, chociaż bez wątpienia robi największe wrażenie. Chen stworzył także mechanicznego kota oraz robota przytulającego i... słuchającego zwierzeń. Inspiracją dla studenta były... mechaniczne foki Paro, które pomagały starszym ludziom dojść do siebie po zeszłorocznym Tsunami w Japoni.

Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej... Kto wie, czy wizja Chena kiedyś się nie sprawdzi i zamiast korzystać z pomocy bliskich będziemy zwierzać się robotom. Może jednak niekoniecznie w momencie śmierci, to już jednak zbyt straszne...


View the original article here

niedziela, 24 czerwca 2012

Roboty trafią do salonów fryzjerskich

Roboty trafią do salonów fryzjerskich

Roboty trafią do salonów fryzjerskich
Roboty trafią do salonów fryzjerskich

Roboty gotują, sprzątają, budują samochody i robią wiele innych czynności. Wkrótce ta bogata lista rzeczy wykonywanych przez maszyny, zostanie uzupełniona o pracę w zakładach fryzjerskich.



W jednym z salonów fryzjerskich w Osace, w ramach testu został zainstalowany robot, którego przeznaczeniem jest mycie włosów klientom. Dzieło firmy Panasonic zostało wyposażone w 24 mechaniczne palce, które nie tylko doskonale myją, lecz także masują głowę zapewniając odprężenie.

Oczywiście aby nie było tak jak w żarcie o robocie do golenia brody, w którym każdy ma inny kształt twarzy wyłącznie do pierwszego golenia, zanim robot przystąpi do pracy, musi najpierw zeskanować kształt głowy klienta, by jak najlepiej dopasować doń swe manipulatory. Dopiero potem może korzystać ze swego wyposażania, a należą do niego również cztery dysze wodne, oraz dozowniki szamponu i odżywki.

Rosyjski oligarcha planuje umieścić mózg w robocie

Avatar


Nowy projekt Pentagonu o nazwie „Avatar” sam w sobie jest wystarczająco przerażający – żołnierze sterujący ciałami robotów, które zastępować będą swoich ludzkich władców na polach bitew. A co by było, gdyby granicę przesunąć jeszcze dalej?



Według Dymitra Itskova, 31-letniego rosyjskiego magnata prasowego, amerykański projekt „Avatar” to wciąż za mało. Planuje on własne przedsięwzięcie, rodem z filmów science-fiction, które przyćmić ma plany Pentagonu – w ciągu 10 lat zamierza on zbudować robota, który przechowywać będzie ludzki mózg i będzie go utrzymywał przy życiu.

„Ten projekt wytycza drogę do nieśmiertelności” – mówi Itskov, założyciel New Media Star, rosyjskiego przedsiębiorstwa, które prowadzi kilka serwisów internetowych. „Osoba z w pełni sprawnym Avatarem będzie mogła pozostać częścią społeczeństwa. Ludzie nie chcą umierać.”

Projekt Itskova, który także nazywa się „Avatar”, wyprzedza w znaczący sposób plany Pentagonu. Rosjanin rozpoczął prace nad nim w zeszłym roku, jednak dopiero niedawno przedstawił szerzej swój pomysł grupie futurologów na trzydniowej konferencji Global Future 2045, która odbyła się w Moskwie.

Do tej pory większa część pracy nad „Avatarem” Itskova odbywała się w Rosji, gdzie pracowało nad nim 30 wynajętych naukowców, opłacanych z prywatnych środków pomysłodawcy. Teraz Itskov planuje rozszerzyć wspolprace także na naukowców z innych krajów.

„Chciałbym współpracować z naukowcami z całego świata. To jest nowe podejście do przyszłości. Nowa przyszłość dla ludzkości.”

Ale jak właściwie miałoby to działać? Itskov planuje wprowadzić swoje plany w życie w kilku fazach. W pierwszej, planuje opracowanie robota, który mógłby być kontrolowany przez ludzki umysł. Nie jest to niewykonalne, Amerykanie chwalili się już małpą, która kontrolowała w ten sposób ramię robota. Ponadto trwają badania nad wykorzystaniem implantów mózgowych do kontrolowania protetycznych kończyn.

Jednak po zakończeniu fazy pierwszej, plany Itskova przerastają nawet pomysły najbardziej szalonych naukowców Pentagonu. W ciągu 10 lat zakłada on „przeszczep” ludzkiego mózgu do maszyny. Później chciałby wyeliminować z procesu chirurgów, zamiast tego „wgrać” zawartość umysłu, do całkowicie nowego, mechanicznego ciała. Ostatnim krokiem ma być skonstruowanie, w ciągu 30 lat, holograficznych ciał, które mają być „hostem” dla ludzkiej świadomości (przypomina mi się Transmetropolitan – przyp. tłumacza).

„Hologramy mają masę zalet. Można by przechodzić przez ściany,poruszać się z prędkością światła. Pamiętacie Obi-Wana z Gwiezdnych Wojen? To było niesamowite” – mówi Itskov.

Niesamowite – jak najbardziej. Czy wykonalne? Na pewno nie w tym momencie, ale nikt nie powiedział, że to się nie zmieni.

„Wiem, że będzie to wielkim wyzwaniem dla naukowców, ale wierzę w coś co wy nazywacie American Dream. Jeśli zainwestujesz w coś dużo czasu i energii, może stać się to rzeczywistością.”

Itskov, który planuje otworzyć dwa biura w USA w tym roku, ma nadzieję na nawiązanie wspolpracy z DARPA przy okazji ich programu „Avatar”. Bardzo chciałby porozmawiać z naukowcami z agencji na temat interface'ów umysł-maszyna, które planuje opracować. „Jestem pewien, że DARPA byłaby zainteresowana ich rozwojem” – mówi pomysłodawca.

Na razie nie natrafiliśmy na żadne plany DARPA dotyczące opracowywania nieśmiertelnych połączeń mózgu i hologramu, ale nic nie stoi na przeszkodzie by agencja zainspirowała się w jakimś stopniu pomysłami Itskova, który porównuje swoją ideę do największej innowacji DARPA – Internetu.

„W przeszłości nikomu się nawet nie śniło, że Internet mógłby powstać. O Avatarze można powiedzieć to samo. Na chwilę obecną pomysł jest nowy i szokujący, ale nie zawsze tak będzie.”

Technologie przyszłości już służą człowiekowi

Technologie przyszłości już służą człowiekowi



Oscar_Pistorius
Oscar_Pistorius

fot. Kastom Wikipedia.org


W listopadzie tego roku skończy 26 lat. Być może wtedy będzie już miał na koncie medal olimpijski. Kompletnie nie będzie miało znaczenia w jakim kolorze, ponieważ dla niego jakikolwiek krążek będzie ogromnym sukcesem i precedensową sytuacją na świecie.



Mowa o Oskarze Pistoriusie, biegaczu z RPA, który mając 11 miesięcy stracił obie nogi. Nauczył się poruszać na specjalnych protezach, które wyglądają jak wąskie deskorolki starego typu o krzywiźnie bumerangu. Oskar potrafi na nich nie tylko chodzić, ale także biegać i jego ogromnym marzeniem jest zdobycie upragnionego medalu na najważniejszych zawodach lekkoatletycznych na świecie.


Mało brakowało, żeby jego sen spełnił się już 4 lata temu podczas igrzysk w Pekinie. Trybunał Arbitrażowy przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim dopuścił południowoafrykańskiego biegacza do startu ramię w ramię z pełnosprawnymi biegaczami. Nigdy wcześniej w historii nie miało miejsca takie wydarzenie. Pistorius miał tylko jeden warunek - musiał spełnić minimum kwalifikacyjne, które dla jego dystansu 400 metrów wynosiło 45,55 sekundy. Biegaczowi zabrakło 0,7 sekundy i nie mógł wystąpić w biegu indywidualnym. Związek lekkoatletyczny z RPA nie zezwolił na start w sztafecie tłumacząc to względami bezpieczeństwa. Obawiano się, że protezy mogą w tłumie biegaczy zahaczyć o czyjeś nogi czy ciało i doprowadzić do kontuzji. Niezrażony Pistorius zdobył złote medale na wszystkich dystansach sprinterskich na Paraolimpiadzie i marzył dalej.



Wymarzony start na obecnej olimpiadzie w Londynie jest już w jego zasięgu. Niecały rok temu przebiegł 400 metrów w czasie 45,07 sekundy spełniając olimpijskie kryterium. Może już spokojnie czekać na start w swoim biegu. Za jego sukces odpowiada amerykański specjalista od protez, Van Philips. Gdy stracił nogę w wieku 21 lat, poczuł na własnej skórze, jak trudne jest życie z dotychczas stosowanymi protezami. Kilka lat pracował nad wynalazkiem, który nazwał Flex-Foot. Innowacyjność jego pomysłu polega na tym, że sztuczne kończyny umożliwiają podskoki i bardziej efektywne stawianie kroków.


Jest to możliwe dzięki giętkiemu tworzywu z włókien węglowych, które magazynuje w sobie energię powstająca podczas ruchu. Jego działanie można porównać do nakręcanej sprężyny w mechanizmie zegarowym. Wystarczy jedno nakręcenie i cały układ działa przez pewien czas. Podczas ruchu na Flex-Foot można o wiele bardziej efektywnie poruszać się, bo protezy niejako pomagają w stawianiu kolejnych kroków. Obecnie Van Philips pracuje także nad projektem tanich sztucznych kończyn dla osób z krajów rozwijających się, które zostały okaleczone na polach minowych.


Innym usprawnieniem technologicznym, które doskonale służy człowiekowi są roboty zdolne pracować na salach operacyjnych. Dzięki współpracy NASA, Agencji Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych (DARPA) oraz Pentagonu powstały dwa super projekty robotów-chirurgów: Zeus i Da Vinci. Ten pierwszy zoperował pacjenta we Francji rękami chirurga znajdującego się wtedy w Nowym Jorku w 2001 roku. Zabieg się udał, zdalnie wycięto wtedy woreczek żółciowy. Od momentu tego przełomowego wydarzenia zestaw Zeus sprzedawano za niecały milion dolarów. W 2003 roku doszło do połączenia twórcy robota, firmy Computer Morion z Intuitive Surgical (tych od Da Vinci). Da Vinci był projektem bardziej zaawansowanym, zdolnym do bardziej skomplikowanych operacji. To spowodowało, że zawieszono prace nad Zeusem.


Mimo iż zestaw Da Vinci kosztuje średnio 1,3 miliona dolarów, a co kilka zabiegów trzeba wymieniać cały komplet narzędzi (za kolejne dziesiątki tysięcy dolarów), na świecie pracuje już ponad 2 tysiące takich cybernetycznych chirurgów. Według analityków ostatnio sprzedaje się jeden taki zestaw Da Vinci dziennie. Zabiegi przeprowadzane przy pomocy takich automatycznych specjalistów są o wiele mniej inwazyjne i niosą mniejsze ryzyko komplikacji. Pacjent szybciej wraca do pełnej sprawności, a to z kolei skraca czas pobytu w szpitalu. Jednym słowem – same zalety. Gdyby tylko nie ten astronomiczny koszt..

Reklamy, Sex oferty, laski, sexy, szybkie fury